Witaj na Szlaku Walońskim – odkryj historię miejsca, w którym się znajdujesz lub poznaj pozostałe punkty trasy i dowiedz się więcej: TUTAJ

Mówiono, że gdy mgła schodziła z Karkonoszy i otulała dolinę Szklarskiej Poręby, w jednym z małych domków przy ulicy Matejki zapalało się światło. To był jego dom – Dom Wlastimila Hofmana, malarza, który przybył tu, by odnaleźć ciszę, a znalazł świat pełen legend i tajemnic.

Pędzel w jego dłoni poruszał się po płótnie jak zaklęty. Mówiono, że maluje nie ludzi, lecz ich dusze, że potrafi zobaczyć w oczach człowieka całe niebo.

Dzieci ze Szklarskiej Poręby siadały przed jego domem i czekały, aż do nich wyjdzie.

Artysta nosił długie palto i zawsze ten sam, nieco znoszony kapelusz. Czasem brał któreś z nich za modela – a potem to dziecko spoglądało z obrazu jak anioł, jak duszek lasu, jak ktoś, kto zna wszystkie karkonoskie i izerskie tajemnice.

Wlastimil Hofman wierzył, że góry mają pamięć. Często chodził na spacery na Złoty Widok, skąd rozpościerała się piękna górska panorama.

Siadał tam i malował. W jego pracowni, do obrazów pozowali mieszkańcy Szklarskiej Poręby. Przelewał ich na płótno pod postacią pasterzy, kobiet w chustach albo świętych. Malował wszystkich, bo mówił, że każdy człowiek niesie w sobie cząstkę Boga.

Gdy odszedł na „szlaki niebieskie” wieść głosiła, że w jego domu wciąż było słychać ciche stukanie pędzla o szkło słoika i pociągnięcia farby o płótno. Niektórzy zarzekali się, że w letnie noce, gdy księżyc spływał srebrzystym światłem na Szklarską Porębę, widzieli w ogrodzie mężczyznę w kapeluszu, jak maluje swoje obrazy.

Bo Wlastimil Hofman tak naprawdę nigdy nie odszedł. Został tam, gdzie jego serce – w górach, które stały się jego domem.